Posty

Jeden dzień w Bangkoku i przygoda, której nigdy nie zapomnę!

Parę dni temu byłam w Bangkoku, żeby odebrać swój paszport. Były też zakupy i kino. Udany wyjaz w dobrym towarzystwie. Ale nie o tym dziś będzie. Dziś napiszę o tym jak wyjechałam sama do BKK ponad miesiąc temu, żeby aplikować o nowy paszport. W Wientianie ambasady niestety (od kilku lat) nie mamy. Nie był to mój ani pierwszy ani drugi wyjazd do BKK. Prawdę mówiąc nawet nie wiem ile razy już w stolicy Tajlandii byłam. Był jednakże to mój drugi samotny wyjazd. Planowałam szybko załatwić swoją sprawę w ambasadzie, udać się do jakieś zakupy i wróć do Laosu. Jako, że wiem jakie zagrożenia mogą spotkać samotnego turystę w BKK i mając doświadczenie w obchodzeniu się z natrętami i oszustami, byłam raczej spokojna i nie spodziewałam się przygód, a już na pewno nie spodziewałam czegoś takiego! Ale od początku. Zaraz po przekroczeniu granicy laotńsko-tajskiej, udałam się na stację kolejową w przygranicznym miasteczku Nong Khai. Kupiłam bilet i usiadłam na ławce na peronie. Do odjazdu były jeszcz...

Wolontariat w Laosie

Sporo czasu minęło od kiedy ostatnio coś pisałam na blogu... Wiele się działo i jakoś czasu było brak, ale jako, że za niecały tydzień zaczyna się przerwa świąteczna w szkole, zabiorę się za bloga, bo jest o czym pisać! Wracając jednak do tematu dzisiejszego postu. Niedawno rozpoczęłam pracę (drugą) w niewielkiej szkole, która jest częścią znanej tu organizacji charytatywnej The Asha Foundation (TAF). Wszystkie dochody ze szkoły językowej, w której pracuję wieczorami, idą na cele charytatywne - pomoc najuboższym. TAF działa w Tajlandii, Laosie i na Filipinach. Obecnie w Laosie są dwa programy dla wolontariuszy. Program pierwszy to głównie nauczanie w Wientianie, a program drugi to praca na farmie w wiosce niedaleko Wientianu. Piszę o tym, bo kilka razy dostałam maile z pytaniami o możliwości podjęcia pracy jako wolontariusz w Laosie. Jeśli więc ktoś chce połączyć zwiedzanie egzotycznego, pięknego i najbardziej przyjaznego kraju w Azj Południowo-Wschodniej oraz ma ambicje i chęci by poś...

Szaleństwo festiwalu That Luang

Obraz
W czwartek zakończył się trwający prawie tydzień That Luang Festival, który jest najważniejszym wydarzeniem religijnym (i nie tylko) w Wientianie, więc pomyślałam, że warto coś o tym skrobnąć na blogu. Rozczaruje wszystkich, bo sama na festiwalu w tym roku nie byłam, więc zdjęć też nie będzie. Będzie za to krótka historia. Zacznijmy od samego znaczenia festiwalu, który, jak nazwa wskazuje, odbywa się wokół złotej stupy That Luang. Impreza w tym roku zaczęła się już w zeszłą niedzielę. Obecnie mieszkam zaledwie kilka minut piechotą od złotej stupy, więc miałam okazję przyglądać się szaleństwu na drogach z własnego balkonu. Już od niedzieli ruch na mojej zazwyczaj spokojnej ulicy stał bardzo uciążliwy, żeby nie powiedzieć, prawie niemożliwy w późnych godzinach popołudniowych i wieczornych. Wszyscy, zarówno mieszkańcy Wientianu, jak również ludzie z okolicznych wiosek, tłumnie przybywali na festiwal. Religijna celebracja miała miejsce w czwartek rano (data festiwalu zmienia się co roku, b...

Zakupy lokalne - po raz kolejny: tani Laos?

Obraz
Po moim ostatnim poście rozpętała się burza na wykopie na temat cen w Laosie i tego, że jem importowane jedzenie dla, jak to ktoś pięknie określił, "białasów". Zacznijmy od tego, że to co jem to moja sprawa. Tym, którzy wyjechali na parę tygodni do Azji i jedli uliczne jedzenie wydaje się, że w Azji wszystko TAKIE tanie. Oczywiście jedząc tylko lokalnie i śpiąc w niskobudżetowych hostelach można podróżować tu tanio, dużo taniej niż np. w Europie. Inaczej jednak wygląda sprawa kiedy się tu MIESZKA. Każdy ekspata jakiego znam łączy kuchnie lokalną z kuchnią zachodnią. Jak tu przyjechałam, to przez pierwsze miesiące zajadałam się laotańskim i tajskim jedzeniem. Po pewnym czasie jednak zaczyna się tęsknić za znanymi smakami. Naturalne jest więc, że człowiek powraca do tego co zna. Dodam również, że kuchnia laotańska jest bardzo specyficzna. Laotańskie jedzenie nie jest takie same jak tajskie, choć jest sporo podobieństw. Laotańska kuchnia jest przede wszystkim bardzo ostra, więc ...

Dzień Nauczyciela i prezent jakiego się nie spodziewałam

Obraz
O Dniu Nauczyciela w Laosie pisałam już 2 razy, więc nie chcę się za bardzo powtarzać, ale w tym roku jeden prezent totalnie mnie zaskoczył. Były słodycze, suszone wodorosty, materiały na laotańskie spódnice, notatniki, śmieszna jaskrawo zielona koszula, "eleganckie" opakowanie z chusteczkami higienicznymi, wieczne pióro z atramentem (nie używałam takiego od czasu podstawówki!) i power bank (przenośna ładowarka - tak chyba to się nazywa). Takich prezentów mniej więcej się spodziewałam i ze wszystkich się cieszyłam, niezależnie od wartości materialnej. Był jednak jeszcze jeden prezent - koperta. Na kopercie były życzenia napisane po laotańsku, a w środku pieniądze. Dostałam od ucznia 2000 baht, co w przeliczeniu na złotówki daje ok 200 zł. O tym, że nauczyciele czasami dostają pieniądze od uczniów w Dniu Nauczyciela słyszałam, ale jakoś nie sądziłam, że mi też się to przytrafi. Co właściwie taki prezent oznacza i czy wypada go przyjąć. W tutejszej kulturze taki prezent trzeba ...

Nocleg z Booking.com!

Booking.com